O autorze
Od trzech lat mieszkam w Paryżu.
I jedną nogą … w Polsce.
Mój umysł usiłuje objąć obie te kultury.
Każdego dnia uczę się francuskiego, Francji i Francuzów. Staram się ich poznać i zrozumieć.
Politykę zostawiam z boku. Patrząc przez swoje niezbyt obiektywne okulary, z humorem przyglądam się życiu, ludziom i ich obyczajom.
Odrzucam stereotypy. Szukam własnego klucza na ten kraj i ludzi.
Odkrywam ich.
Kocham i nienawidzę. C`est la vie!
Co ja tu robię, tak naprawdę?
Jem, piję, wącham i smakuję Francję. To przygoda mego życia!

Wyrzućmy używki z przestrzeni publicznej!

Gazeta Wyborcza
Od początku sezonu letniego w Polsce utopiło się 71 osób. W większości, jak słyszymy, winny jest alkohol, a po nim następująca brawura. To nic nowego. Od lat obserwujemy na polskich kąpieliskach i plażach postępującą ostentację spożywania alkoholu.

Żaden zachód słońca na polskiej plaży nie może obejść się bez puszki piwa. Przechadzce po deptaku w nadmorskich miejscowościach musi coraz częściej towarzyszyć piwko w plastykowym kubku. Już nikt z nas nie zwraca na to uwagi, nie widzimy w tym niczego niestosownego. Alkohol jest nieodzownym elementem naszego życia. Kiedyś spotykaliśmy się ze znajomymi przy kawie i ciastku. Dziś wiadomo, musi być piwo i wino. Pocieszamy się, że przecież nie pijemy już tyle wódki co kiedyś. No to, jesteśmy bardziej kulturalni, europejscy. Nieprawda.



We Francji, w której żyje od trzech lat, nie widziałam na ulicy ani razu pijanego, zataczającego się człowieka. Raz zdarzyło mi się zobaczyć grupkę kilku mężczyzn siedzących na murku z piwem. Niestety mówili po polsku… Smutne.
Francuzi piją w ciągu dnia lampkę wina do lunchu, ale i to ma się niebawem zmienić. Pracodawcy nie będą już mogli tolerować zapachu alkoholu od powracających z lunchu pracowników.

Na francuskiej Riwierze i plażach wybrzeża atlantyckiego nikt nie przechadza się z butelką wina czy piwa w ręku. Jeśli chcesz się napić, to przyjdź do restauracji i spożyj lampkę czy dwie do posiłku. To jest akceptowalne.

Na prywatnych spotkaniach Francuzi podają wiele rożnych alkoholi: aperitif na rozpoczęcie, białe i czerwone wino do poszczególnych dań oraz nawet wódkę na zakończenie, na dobre trawienie. Serwowanie alkoholi trwa do 23.00. Potem już nikt nie otwiera nowej butelki, gospodyni nie jest nerwowa, że goście mają puste kieliszki, a gospodarz tak się zagadał, że zapomniał nalać. U nas wiadomo, wstyd. U nich, znak, że impreza dobiega końca. Żadnego siedzenia do rana z rzędem butelek.

We Francji alkohol sprzedaje się w sklepach wyspecjalizowanych i w marketach spożywczych. Nie ma całonocnych Żabek, nocnych okienek w spożywczaku, gdzie tak naprawdę główną klientelę stanowią amatorzy alkoholu. Nie ma w sprzedaży piwa czy innych alkoholi na stacjach benzynowych. Nie ma budek z piwem w parkach. Piwem nie kończy się rodzinnych wyjazdów na rowerach. Nie ma tej wszechogarniającej kultury picia.

Podobnie jest z papierosami. Francuzi, którzy jeszcze niedawno byli zaliczani do największych palaczy w Europie, teraz palą coraz mniej. Choć ciągle jeszcze widać wielu z papierosami na ulicach czy w samochodach, także uczniów stojących z papierosami przed szkołami bo wolno im tu legalnie palić od 17 roku życia. To też ma się niebawem skończyć. Po zakazach palenia wewnątrz restauracji i miejsc publicznych, rząd chce wprowadzić zakaz palenia w pobliżu szkół i w parkach. Ma to także dotyczyć e-papierosów.

Z kupieniem papierosów jest jeszcze większy problem niż z alkoholem. Sprzedaż prowadzona jest wyłącznie przez małe sklepy z napisem TABAC, które pracują do 19.00. Potem, jak palacz nie był przewidujący, nie ma już nigdzie możliwości kupienia papierosów. Papierosy po prostu nie istnieją w codziennym handlu. Nie ma ich w sklepach spożywczych, przy kasach, nad kasami, na stacjach benzynowych, nie ma nigdzie automatów z papierosami. Nawet małe arabskie sklepiki spożywcze handlujące dłużej niż sieci marketów czy w dni wolne, nie mogą sprzedawać papierosów.

Wiem, że te wszystkie obostrzenia nie są w stanie prawdziwych palaczy czy lubiących alkohol odwieść od ich zdobycia. Odpowiednio wcześniej są w stanie się zabezpieczyć i zgromadzić na zapas tego, czego im potrzeba na imprezę czy wieczór weekendowy. Natomiast trudność w ich pozyskaniu powoduje, że nie epatuje się alkoholem i papierosami, i nie tworzy przyzwolenia na nie. Nie lansuje się społecznego modelu na kulturę picia i palenia.

Niestety w Polsce, mam wrażenie, taki wzorzec jest propagowany przez państwo. Wiadomo, akcyza, podatki, miejsca pracy w gorzelniach, browarach, rolnicy uprawiający tytoń, etc. Całe duże grupy interesów. Ale w innych państwach istnieją te same interesy, a jednak rządy prowadzą politykę samoograniczania się. I konsekwentną politykę wypierania używek z przestrzeni publicznej, bo rachunek zysków i strat społecznych to im dyktuje. Tak robią kraje Zachodu.

My w tej sprawie ciągle jesteśmy bliżej Wschodu Europy, gdzie paraduje się z butelką wódki wypijaną "na raz". I zostaje dzięki temu gwiazdą You Tube'a...
Dopóki polityka naszego państwa nie zmieni się w tym względzie nie dziwmy się, że tylu ludzi się topi po alkoholu, przeprowadza szaleńcze rajdy nocne po ulicach, które kończą się w przejściu podziemnym, witrynie sklepowej czy masce drugiego samochodu.
Trwa ładowanie komentarzy...