Święta po francusku

Francuzi świętują tak jak my wigilię Bożego Narodzenia. Zaczynają około 20.00 i kończą późno, nawet o 1.00 w nocy. Rodzinnie zasiadają do stołu. Podobnie jak u nas, jakimś cudem, Pere Noel podrzuca prezenty pod choinkę pod nieuwagę dzieci, oczywiście. Czas na otwieranie prezentów przypada po aperitifie. Potem szybki przegląd tego, co się dostało i powrót do stołu. W czasie francuskiej wigilii, oprócz białego i czerwonego wina, pije się szampana! Ten jest najważniejszy i od niego się zaczyna.

Na francuskich stołach w Święta królują ostrygi, langusty, homary, łosoś, ślimaki i foie gras, czyli gęsia lub kacza (uboższa wersja) wątróbka.

Bardzo popularna jest też kaczka, indyk czy kapłon, czyli wykastrowany kurczak podawany z kasztanami. Niekwestionowaną królową w tym towarzystwie jest wątróbka. Podaje się ją na tysiące sposobów. Poczynając od starterów na maleńkich kanapkach, z odrobiną grubo zmielonej soli i karmelizowanej cebulki poprzez element galaretek, przystawek w szklaneczkach z szynką, serem roquefort, szaszłyczkach z ananasem, morelami, w pierożkach, a nawet na słodkim chlebie. Potem dodaje się ją do zup, sałatek, zapieka we flanie, czy łączy z mięsami lub rybami.

Na południu Francji, w okolicach Montignac byłam na farmie, gdzie hoduje się kaczki na tłustą wątróbkę. Widziałam dziesiątki kilometrów pól koniczyny, z której przygotowuje się ugotowaną papkę, którą następnie wciska się przy pomocy długiej rury do gardła kaczek i gęsi. Człowiek o wyglądzie Hannibala Lectera siedział w zagrodzie, wokół niego było pełno spłoszonych kaczek. Co chwila brał jedną i szybkim ruchem, na dosłownie 10 sekund wkładał im do gardła tę rurę. I już po bólu, kaczka ląduje w sąsiedniej zagrodzie. Ten proceder tuczenia trwa dwa tygodnie. W tym czasie kaczki żyją prawie jak królowe: duża zagroda, możliwość przechadzania się po trawie i skubania jej, podczas gdy przez poprzednie cztery tygodnie siedziały tylko na ciasnej grzędzie. Ale kaczka, jak mówi Hannibal, musi te ostatnie dwa tygodnie spędzić w luksusowych warunkach, żyć bez stresu. W przeciwnym wypadku nie będzie jej dobrze przyrastała wątroba i nie będzie tego wyczekiwanego tłuszczyku. Proces tuczenia nie jest zresztą taki całkiem wbrew naturze, bo jak mówi tutejszy Hannibal, raz w roku, na jesieni, kaczkom i gęsiom zbiera się naturalnie tłuszczyk wokół wątroby, jako zapas na zimę. Na drobiu nieszczęście człowiek poznał ten proces. Francuz nie chce czekać, tylko jeść tłustą wątróbkę cały czas i na okrągło, niezależnie od pory roku. Ale w Święta?



Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, żeby Święta kojarzyły mi się z wątróbką drobiową na słono, na słodko, na zimno, na ciepło. Żebym marzyła o świątecznym stole, który ugina się od ślimaków w cieście, w muszlach z masłem czosnkowym. Pełnym ostryg nr 3 lub 6, lub tych dla największych smakoszy z plaży Omaha Beach w Normandii, na surowo, z wodą z octem lub zapiekanych, na ciepło. W towarzystwie homara na 1000 sposobów, kraba w majonezie i langusty. Co kraj to obyczaj.

Na szczęście, co do Dziadka Mroza, Gwiazdora, Dzieciątka, Świętego Mikołaja, Pere Noel, Santa Claus i kto tam jeszcze w świecie hula z worem pełnym prezentów, wszyscy oczekiwania mamy podobne… I wszyscy chcemy, żeby było rodzinnie i życzliwie… Wesołych Świąt!
Trwa ładowanie komentarzy...